Świąteczne Paszteciki z Biedronki

Oferta biedronki na święta: pasztecikiMyślę sobie wczoraj: popełnię tutaj wpis z życzeniami. I taki był plan, ale dziś w Biedronce zobaczyłem Świąteczne paszteciki z kapustą i pieczarkami i pomyślałem, że do moich życzeń będzie to Świąteczny produkt który zwieńczy je idealnie patrząc na tematykę bloga.

Tak więc składam Wam życzenia pysznych Świąt. Nieważne czy jesteście wierzący, czy nie, trzeba przyznać, że Polskie święta są pełne świetnych potraw (choć te Wielkanocne dla mnie są smaczniejsze osobiście ;)).

To tyle życzeń, jak widzicie bez Biedronkowych pasztecików byłby to dość krótki wpis ;).

W sumie z pasztecikami też raczej bardzo długi nie będzie, bowiem nie jest to raczej produkt o którym można napisać wiele.

paszteciki z pieczarkami i kapustą z biedronkiJeśli zastanawiacie się, czy warto kupić tego typu gotowe paszteciki z Biedronki do wigilijnego barszczu… cóż powiem tak, jeśli podobnie jak ja nigdy nie robiliście swoich własnych pasztecików to możecie na nie postawić, bo są poprawne, ale daleko ich do domowych wersji. Bardzo daleko.

Wspomnę jeszcze o cenie. Paszteciki sprzedawane są na sztuki (to produkt wypiekany w Biedronkach). Cena jednej sztuki to 59 groszy. Ujdzie w tłumie ;).

Ciasto to absolutny standard tego typu. Coś w stylu półfrancuskiego jeśli miałbym strzelać. Jadłem na zimno (kilka godzin po zakupie) i na ciepło (podgrzane na patelni). Powiem szczerze, że na zimno je się to raczej ciężko jeśli poleży sobie chwilę (miejscami ciasto sprawia wrażenie mega suchego i twardego). Jednak po podgrzaniu na patelni jest całkiem przyjemnie. Podgrzewanie ma ten minus, że ciasto sprawia wtedy wrażenie bardzo tłustego (podobnie zachowuje się ciasto francuskie). A, no i jak już je podgrzejecie to zjadajcie od razu, po kilkunastu minutach będzie gorzej niż przed obróbką termiczną ;).

A farsz? Powiem szczerze, że zaskoczył na plus. Było zdecydowanie bardziej pieczarkowo niż się spodziewałem. Całość (co często się nie zdarza w tych gotowcach) była fajnie zbilansowana i bez tony przypraw (zazwyczaj pieprzu) które mają maskować słaby smak. Tutaj było czuć rzeczywiście przede wszystkim pieczarki i kapustę. Ta ostatnia z resztą była sporo słabsza niż pieczarki, z charakterystycznym „marketowym posmakiem” dla kapusty „kiszonej”. cierpkim w dość nienaturalny sposób.

Produkt średnio wybitny, ale jeśli kupicie to z zamiarem podania do wigilijnego barszczu (i w dodatku podgrzejecie tuż przed podaniem) to świąt Wam to pewnie nie zepsuje i może nawet wrócicie do nich za rok ;).

Pan Tester

6 komentarzy
  1. Grudzień 27, 2016
  2. Grudzień 24, 2016
  3. Grudzień 23, 2016
    • Grudzień 24, 2016

Dodaj komentarz